Dyskonty kontra biblioteki i księgarnie

fritsdejong / Pixabay

Reklamowanie i propagowanie czytania książek bardzo ewoluowało na przestrzeni ostatnich lat. Niegdyś czytaliśmy, bo książki to była wiedza, ale i forma relaksu, gdy nie byliśmy jeszcze społeczeństwem cyfryzacji. Dziś czytelników ubywa, ponieważ wiedzę i relaks zapewnia nam kawałek laptopa z dostępem do Internetu. Stąd też wydawcy, autorzy, księgarnie i biblioteki muszą walczyć reklamą, obniżkami cen lub innymi formami promocji, by zainteresować potencjalnego klienta. Do tej wojny dołączyły ostatnio dyskonty, które stały się nie małą konkurencją właśnie dla księgarni oraz bibliotek.

Co wyróżnia wielkie supermarkety od innych miejsc, gdzie można kupić lub wypożyczyć książki?
Przede wszystkim cena. W Polsce ceny książek, zwłaszcza wszelkich nowości, nie należą do najniższych. Zazwyczaj jest to rząd dwudziestu kilku do czterdziestu złotych. A dyskonty zawsze mają promocyjne ceny. Zakupienie przez nich hurtowych ilości u wydawcy i dobra promocja opracowana przez dział marketingu pozwala im sprzedawać taniej niż w standardowych księgarniach. Co więcej, niejednokrotnie wydawcy drukują specjalnie dla dyskontów książki w wersjach kieszonkowych, ale za to taniej, na czym również korzysta klient. Wykorzystując natomiast to, że potencjalny czytelnik może sięgnąć po książkę robiąc codzienne zakupy spożywcze, stają się konkurencją dla bibliotek. Klient nie musi nigdzie szukać czy to biblioteki czy księgarni – jest to zwykła wygoda.
I wygląda na to, że ta strategia wielkich sklepów zaczyna przynosić efekty – książkowe nowości w jednej ze znanej sieci supermarketów przyciąga zawsze na zakupy sporą rzeszę czytelników.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*